mieszkanie czy dom pod miastem
Ceny nieruchomości w mniejszych miejscowościach są niższe niż w centrum Warszawy czy nawet na jej obrzeżach. W Novisa Development można kupić nową nieruchomość w atrakcyjnych cenach (od 7,5 tys. zł/m kw.) Poza niższą stawką zakupu, nabywając dom poza miastem, można liczyć na niższe niż w mieście koszty utrzymania.
Dom jednorodzinny pod miastem Alternatywą jest budowa własnego domu poza zgiełkiem miasta. Wówczas inwestorzy zyskują więcej powierzchni, spokojne otoczenie, możliwość indywidualnej aranżacji miejsca oraz mniejsze koszty inwestycji.
„Pierwsze Mieszkanie” to nowy rządowy program skierowany do osób, które chcą kupić swoje pierwsze mieszkanie lub dom jednorodzinny (lub wnieść wkład budowlany w spółdzielni mieszkaniowej). Uczestnicy programu będą mogli uzyskać kredyt hipoteczny na preferencyjnych zasadach, z dopłatą od państwa, dzięki której kredytobiorca
W niedalekiej przyszłości ja, mąż i nasza dwójka kilkulatków planujemy zmianę miejsca zamieszkania. Opcje są 3: 1) mieszkanie w nowym bloku na nowym osiedlu, gdzie byłby szybki dojazd a nawet dojście spacerkiem do szkoły dzieci.
Dom lub lokal pod miastem w pobliżu plaży czy jeziora to marzenie wielu osób. Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce takie marzenia będzie można spełniać wybierając nieruchomości w Szczecin Dąbiu.
Site De De Rencontre Pour Ado. O mnie Sklep 0 Dom na wsi czy mieszkanie w mieście – pół roku w górach i co dalej? Mieszkanie w domu, jeszcze na wsi, to mnóstwo dodatkowej pracy. Ogrzewanie na węgiel, więc musisz palić w piecu, inaczej nie będziesz mieć ciepło, a w bloku nic cię nie interesuje. Ogród, ile to obowiązków. Koszenie trawy latem, zimą odgarnianie podjazdu. Na dodatek wszędzie musisz dojechać. To nie to samo, co w mieście, bez samochodu ani rusz. Wszystko daleko: żłobek, przedszkole, lekarz, a nawet sklep. Co, gdy zapomnisz czegoś kupić? Miasto to wygoda. O minusach mieszkania w domu i na wsi przed naszą górską przeprowadzką, nasłuchałam się wiele. Na szczęście jestem typem osoby, która lubi przekonać się sama, czy coś mi pasuje czy jednak nie. A przeprowadzając się zawsze mówiliśmy, że powrót do miasta nie będzie porażką. To jest doświadczenie, z którego chcemy jak najwięcej wyciągnąć i po prostu sprawdzić czy mieszkanie w domu na wsi z cudownym widokiem na góry jest dla nas. Z końcem sierpnia minęło pół roku naszego górskiego życia. Czy te minusy sprawdziły się w naszym przypadku i co dalej? Dom na wsi czy mieszkanie w mieście – moja perspektywa Mówi się, że mieszkanie w mieście, to wygoda. Komunikacja miejska, sklepy na wyciągnięcie ręki, dostęp do żłobków, szkół, przedszkoli, więcej możliwości pracy. Mieszkając w bloku masz zapewnione ogrzewanie, wszystkie naprawy około domowe są wliczone w cenę czynszu, zimą zapewnione odśnieżanie dróg. Blisko do restauracji, kina czy teatru. Mieszkanie w mieście ma też swoje minusy, ale w kontekście plusów i tej wygody, można je zignorować. A ja Wam powiem, że dla mnie, mieszkanie na wsi jest dużo bardziej wygodne! Ponieważ niektórzy wyobrażają sobie, że miejsce, w którym mieszkamy, to samotny domek na wzgórzu, to muszę Was rozczarować ;). Mieszkamy na wsi, ale przy głównej drodze, gdzie stoi kilka domów, więc sąsiedzi są blisko. Przystanek autobusowy mamy pod domem. Do centrum miasta powiatowego jest 15 minut i niemal codziennie tam jesteśmy. Do Nowego Sącza jest 30-40 minut, a do Krakowa godzina. I te dojazdy naprawdę nie są dużym utrudnieniem. Oboje pracujemy z domu, więc praca i dojazdy do niej nie są przeszkodą. A nawet jeśli, to dojazd byłby takim samym utrudnieniem jak w mieście, bo żadne z nas tych dojazdów nie lubiło. 1. Nie ma problemu z miejscem parkingowym Sprawa, którą mocno odczuliśmy już po kilku dniach. Podjeżdżasz pod dom i nie musisz się martwić o to, gdzie zaparkować. Kiedy jesteśmy u rodziców w mieście, każdy podjazd pod blok wiąże się z kilkoma okrążeniami za wolnym miejscem parkingowym. Jeśli chodzi o parkingi w mieście, to nie jest różowo, ale bez problemu znajdzie się miejsce na płatnym parkingu w centrum. A cena za nie jest znacznie niższa niż za płatne parkingi w centrum Łodzi. 2. Dojazd do miasta bez świateł jest szybszy niż przemieszczanie się po mieście Odległość od domu do miasta jest większa niż z naszego łódzkiego bloku do centrum miasta. Ale pokonujemy ją szybciej albo w bardzo podobnym tempie. Jeden z powodów, to brak świateł. I ja ogromnie odczuwam to jako ułatwienie. Tutaj też zdarzają się korki, ale zupełnie nie ma sensu porównywać ich z tymi miejskimi. 3. Plac zabaw i miejsce na spacery masz we własnym ogrodzie Wyjście na spacer z Zosią czy później na plac zabaw, to było coś czego nie lubiłam. Cała organizacja tego przedsięwzięcia od razu powodowała, że byłam zmęczona. Najpierw zniesienie stelaża od wózka, później gondoli, później ubranie siebie i dziecka. Dojście do parku czy miejsca, które jest choć trochę oddalone od zgiełku ruchliwej ulicy. Później mieszkaliśmy w bloku z windą, więc było odrobinę łatwiej, ale z parteru i tak musiałam znosić wózek. Każde zostawienie go choć na chwilę przy drzwiach wejściowych do klatki, wiązało się z komentarzami „a nie boi się pani, że go ukradną?”. No więc zaczęłam się tego obawiać. Historie placów zabaw też pozostawiały wiele do życzenia. Dziś wystarczy, że wyjdę z Zosią do ogrodu. Jest własna huśtawka, własna piaskownica, własna zjeżdżalnia i mnóstwo pomysłów na zabawy, do których nie są potrzebne dodatkowe zabawki. Ja w tym czasie mogę spokojnie zająć się, np. zbieraniem owoców a cały czas mam ją na oku. Ostatni miesiąc to w ogóle przełom, bo nie ma problemu z tym, by sama została w ogrodzie. Kiedy chcemy iść na spacer możemy iść polem nad potok albo rzadziej uczęszczaną asfaltową drogą. To jest niesamowita wygoda. A jeśli potrzebujemy wózka, to po prostu wyjeżdżam nim z garażu. Zero znoszenia po schodach. 4. Wyjście z psem jest dużo łatwiejsze Tak naprawdę wygodę domu odczułam po naszym dwudniowym pobycie ze szczeniakiem w bloku. I jeszcze bardziej podziwiam wszystkie osoby, które decydują się na psa mieszkając w bloku. Częste wyprowadzanie go za potrzebą było wymagające i też trudniej było szybko zareagować. Jasne, że z czasem takich sytuacji jest mniej, ale mimo wszystko, dla mnie to ogromna wygoda, że mogę wyjść z nim rano, zaspana w kapciach i z kubkiem kawy na pole. A jeśli potrzebuje się wybiegać wtedy, gdy pracuję, to po prostu wypuszczam go do ogrodu. 5. Ogrzewanie domu na życzenie O paleniu w piecu nasłuchaliśmy się mnóstwo. Pomijam już fakt, że dziś są dostępne różne metody ogrzewania i palenie w piecu, gdy się mieszka w domu, nie jest koniecznością. Dom, który wynajmujemy ma takie ogrzewanie (i gazowe, ale to pierwsze jest bardziej ekonomiczne) i z tym się liczyliśmy decydując się na przeprowadzkę. W połowie lata Sebastian stwierdził, że brakuje mu tego palenia. A samodzielne decydowanie o ogrzewaniu, z naszej perspektywy jest też znacznie bardziej wygodne niż oczekiwanie aż włączą centralne w bloku. Jest potrzeba, by ogrzać dom na chwilę latem – nie ma problemu. Jesień czy wczesna wiosna jest ciepła, to po prostu nie grzejesz. 6. Budowanie relacji jest łatwiejsze Przez te kilka lat wynajmowania różnych mieszkań, zawsze przekonywałam się, że każdy mocno goni za swoimi sprawami. Można liczyć na „dzień dobry” czy odebraną paczkę od kuriera, gdy nie ma nikogo w domu, ale trudno zbudować głębszą relację. Tutaj jest inaczej. Nie ważne czy dzieli nas duża różnica wieku, inne zainteresowania, to zawsze można liczyć na zaangażowaną rozmowę, pomoc czy podzielenie się własnym doświadczeniem. Poznaliśmy panią sołtys, która od początku była bardzo pomocna i wprowadziła nas w pierwsze organizacyjne sprawy w nowym miejscu. Przez płot mamy cudownych sąsiadów, którzy dzielą się chociażby ogrodowymi poradami czy doradzą jaki rodzaj drewna kupić na opał. A i z sąsiadką naszych znajomych, którzy mieszkają trochę dalej, możemy zawsze i o wszystkim porozmawiać. Panie w sklepie zawsze pytają Zosię jak było w żłobku/ przedszkolu i zapraszają na kolejne zakupy. Być może jest to kwestia tego regionu, ale tutaj czuć bardzo, że relacje międzyludzkie są na pierwszym miejscu. 7. Znane sklepy i usługi na wyciągnięcie ręki Nie muszę jechać 50 km, by iść do Pepco czy do Rossmanna. I choć nie mam w pobliżu galerii handlowej, to zupełnie mi jej nie brakuje. Chodzenie po sklepach nigdy nie było dla mnie rozrywką, więc tutaj zupełnie nie odczuwam braku dużych centrów handowych. Co więcej jest drogeria, w której mam taki wybór kosmetyków jakiego nie daje mi żadna sieciówka, ani nie dawała mała drogeria w mieście. Np. Semilac, Golden Rose, kosmetyki Anwen, Yope, i w zasadzie każdej mniej czy bardziej naturalnej marki w jednym miejscu. W cenie, która zawsze mnie pozytywnie zaskakuje. Jest też Yasumi ze wszystkimi dostępnymi zabiegami. 8. Dbanie o klienta W Łodzi często miałam wrażenie, że obsługa się nie stara, bo przyjdzie następny klient. Mechanik samochodowy załata dziurę bylejak, a czy klient wróci to jest bez znaczenia. Jak nie ten, to będzie inny. Podobnie fryzjer czy kosmetyczka, a często nawet obsługa w zwykłym sklepie. Tutaj czuć, że na kliencie zależy. I oczywiście zdarza się ktoś niemiły, ale jednak dbanie o klienta jest na wyższym poziomie. W końcu mam świetną fryzjerkę, która potrafi doradzić, ale też wysłucha moich oczekiwań. Obcięcie grzywki mnie nic nie kosztuje, mimo że ja bym chętnie zapłaciła, bo mam najlepiej obciętą grzywkę od lat (ta sama usługa w Łodzi 10 zł, w rodzinnym Piotrkowie w zależności od salonu 5-10 zł i zazwyczaj nie wracałam drugi raz). Może po prostu w większym mieście trudniej znaleźć taką osobę, ale ja odczuwam różnicę w wielu aspektach. 9. Parkując w centrum miasta mam wszędzie blisko To też jest wielki plus. Dojeżdżam do centrum miasta i w obrębie rynku jestem w stanie załatwić wszystko. Lekarz, drogeria, sklep z rzeczami dla dzieci, papierniczy, dobra piekarnia, urząd gminy czy starostwo, fryzjer, barber, sklep z ubraniami, pralnia. I są to miejsca, w których czuć, że dba się o klienta. 10. Wyjście do kina czy filharmonii jest związane z taką samą logistyką jak w Łodzi Tak naprawdę mieszkając w Łodzi wcale często nie korzystaliśmy z kina, teatru czy filharmonii. Nie dlatego że mało się dzieje, wręcz przeciwnie. Odkąd mamy Zosię, to wyjście wieczorem i tak wiązało się z logistyką w postaci przyjazdu babci z innego miasta. Teraz odległość jest większa, ale ciągle nasze wyjścia i tak będą wiązały się z organizacją opieki dla dzieci. Dlatego nie odczuwam braku ich dostępności. 11. Własne warzywa i owoce Posiadanie domu i ogródka nie musi oznaczać, że będziemy mieć warzywa i owoce. I choć warzywa w tym roku zjadły nam ślimaki, to z owoców korzystamy przez całe lato i to jest totalna wygoda i oszczędność pieniędzy. Codziennie uzbierany pojemnik malin, większy niż ten, który na rynku kosztuje 8 zł. Uwielbiam to, że po prostu wychodzę do ogrodu i mam owoce! 12. Miejsce na projekty DIY Ten punkt, może nie wiązać się tak bardzo z domem na wsi, co z domem w ogóle, ale w końcu czuję, że mam, gdzie tworzyć i trzymać różne rzeczy do DIY. To tutaj zaczęłam przerabiać stare krzesło w wygodnym miejscu. Piwnica w bloku do najwygodniejszych nie należała. Tutaj Sebastian buduje teren do bitewniaków. Możemy realizować pasje, które były zepchnięte na dalszy plan, gdy mieszkaliśmy w mieście. 13. Brak sąsiadów za ścianą Pierwsze wynajmowane mieszkanie i po roku wprowadzili się sąsiedzi imprezujący do nad ranem, gdy my wstawialiśmy przed Przeprowadziliśmy się, by Sebastian miał bliżej do pracy i z każdej strony mieliśmy sąsiadów, którzy palili papierosy. A ja nie jestem w stanie znieść tego zapachu. Trzecie mieszkanie i najlepsze wrażenia, ale jednak dość często pojawiało się połączenie minusów z dwóch poprzednich. Brak sąsiadów za ścianą jest wygodny. Raz, że możemy chociażby uniknąć dymu czy imprezy a dwa, że sami organizując taką nie będziemy zakłócać spokoju innych osób. Jasne, że za płotem też może trafić się niemiły sąsiad, ale to jest jednak większa odległość niż przez ścianę. Minusy? Czy są jakieś minusy naszej przeprowadzki i mieszkania na wsi? Może odrobinę rzadszy kontakt z rodziną i znajomymi. Z drugiej strony jednak myślę, że tak samo trudno nam się umówić jak wtedy, gdy mieszkaliśmy blisko, a za to na miejscu mamy sporo towarzyskich spotkań z osobami, z którymi się poznajemy. Podjazdu zimą nie musieliśmy odśnieżać, zobaczymy jak będzie teraz. Trawa do koszenia jest, ale przekonaliśmy się, że to nie jest nasz priorytet i nie boli nas, gdy jest nieskoszona przez 3 tygodnie, bo akurat na to już nie starczy czasu czy siły. Naprawy w domu na naszej głowie? Tak, ale jak przypomnę sobie ile stresu kosztowało doproszenie się o regulację okien w administracji, gdzie i tak szybciej było nauczyć się zrobić, to samemu, to wolę by od początku do końca wszelkie naprawy były po naszej stronie. Dostęp do usług, służby zdrowia, żłobku, przedszkola jest praktycznie bezproblemowy, a zupełnie nie mam poczucia, że wieś, więc gorszy start. Jak na ten moment, minusem jest to, że tutaj nie dotarł nowy katalog z IKEA. Ale mogę go obejrzeć online, więc tak naprawdę jest to bez znaczenia i bardziej ekologicznie ;). Pół roku i co dalej? To, co najważniejsze – przekonaliśmy się, że dom na wsi jest dla nas. Tak chcemy żyć i mieszkać. Choć nasze życie nie jest całkiem slow i ciągle jest tempo, a czasem nawet gonitwa za różnymi sprawami, to tutaj czujemy większy spokój. Mamy poczucie, że wiele zależy od nas, a to buduje nasze bezpieczeństwo. Czy Beskid Wyspowy jest naszym miejscem na ziemi? Każdego dnia coraz mocniej przekonujemy się, że tak. Czy to oznacza, że zostaniemy tu na zawsze, tego nie wiem, ale na pewno najbliższe lata właśnie tutaj chcemy spędzić, bo tu czujemy się po prostu u siebie. Tu będziemy zapuszczać korzenie. Dla nas ta decyzja okazała się jedną z najlepszych i bardzo się cieszę, że mieliśmy możliwość, by sprawdzić czy taki styl życia jest dla nas. Polecam Wam bardzo takie rozwiązanie, bo tylko doświadczając czegoś na własnej skórze jesteśmy w stanie się przekonać, czy to nam pasuje, czy też nie. Tu nie ma lepszej/ gorszej decyzji, która się sprawdzi u wszystkich. Trzeba ją dopasować do siebie. Ciekawa jestem jaką Wy macie perspektywę i jakie są Wasze doświadczenia. Dom na wsi, dom na obrzeżach miasta czy samo centrum miasta?
Myśl o posiadaniu własnego „M” towarzyszy niemal każdej osobie. W ubiegłym roku rekordowa liczba Polaków zrealizowała to marzenie - informuje Biuro Informacji Kredytowej, AMRON-SARFiN i JLL. Na rynku nieruchomości można było zaobserwować swoisty boom, gdzie wielkość popytu była znacznie wyższa niż podaż. Wśród dokonanych transakcji często wybór padał na inwestycje na przedmieściach. Dlaczego przeprowadzamy się z centrów miast? Co stoi za trendem suburbanizacji? Bliskość terenów zielonych jednym z głównych kryteriów Na chęć życia poza miastem składa się kilka czynników. Głównym powodem przeprowadzki jest niezmącony niczym spokój i zwiększona ilość terenów zielonych. Ważnym czynnikiem jest również możliwość posiadania dużej działki lub ogrodu, który jest dobrym miejscem do rekreacji, relaksu i zabawy. Kolejnym plusem wyboru takiej lokalizacji jest lepszej jakości powietrze. Z własnym ogródkiem, ale w pobliżu dużych aglomeracji miejskich O ile życie na wsi ma sporo zalet, ma również wady. Odległość od centrum powoduje problemy z dojazdem do pracy, szkoły, zwiększa koszty paliwa. Minusem jest także brak dostępu do sklepów, lekarzy, restauracji, kin, teatrów czy wielu innych przydatnych usług. W obliczu powyższych aspektów przeprowadzka na dobrze skomunikowane przedmieścia wydaje się optymalnym i rozsądnym wyborem. W ostatnim czasie nastąpił wzrost popularności migracji poza serce miasta. Mieszkanie na obrzeżach, z racji oddalenia w niewielkim stopniu od centrum, umożliwia właścicielom sprawne korzystanie z rozwiniętej infrastruktury handlowej i bogatego zaplecza kulturalno-rozrywkowego, a pobliska okolica ofer
Od kilku miesięcy stoimy wraz z mężem w obliczu trudnej decyzji... Bijemy się z myślami, co chwila zmieniamy zdanie. Przegadaliśmy na ten temat już dziesiątki godzin... Jak niejednokrotnie tu pisałam, przestajemy się mieścić na naszych 45m2 i naturalnym jest myślenie o czymś większym. I tu pojawia się problem... Nie wiemy na co się zdecydować. Oboje dorastaliśmy w domach (choć ja do 8 klasy podstawówki mieszkałam w bloku), ale były to domy w mieście. To nas rozpieściło... Chcemy mieć wszędzie blisko - do sklepów, szkół, kin, do pracy, do centrum... Niestety, ceny działek w Krakowie raczej przekraczają nasze możliwości finansowe - ewentualnie są to tak maleńkie działki, że oprócz trampoliny i grilla nic by się tam nie zmieściło... Jednocześnie marzy nam się przestrzeń, taras, duży salon, w którym można podjąć całą masę gości, i nie czuć się jak sardynka w puszce. Marzy nam się odzyskanie sypialni, osobne pokoje dla maluchów... Każdy musi mieć w naszym nowym lokum miejsce dla siebie. Dodatkowo, mnie całkiem szalenie marzą się nawet własne marchewki, maliny, truskawki... MNIE! Oczywiście dla Zosi i Stasia koniecznie piaskownica, huśtawka, trampolina, a latem także basen... A do tego dalej chciałabym być częścią zorganizowanej społeczności, a właśnie taka funkcjonuje na naszym osiedlu. No i bąd tu człowieku mądry - jak to wszystko pogodzić? Źródło: Opcje są dwie. Jedną z nich jest większe mieszkanie na naszym osiedlu - inna lokalizacja w Krakowie nie wchodzi w grę, przegadaliśmy to już wiele miesięcy temu. Tu mamy przedszkole, żłobek, dużo zieleni, cudownych sąsiadów, blisko do pracy, do szkoły, sklepów. Dlatego tak ciężko myśleć o wyprowadzce stąd... Po prostu wygodnie nam się tu żyje. Lubię nasz osiedlowy park, pogaduchy z sąsiadkami w ramach spacerów, wspólne spacery, wyjazdy, kawki i piwka, nasze wyprzedaże osiedlowe... Na naszym osiedlu są dostępne mieszkania z małymi ogródkami - takimi właśnie na grilla i trampolinę + 2 leżaczki... Minus? Wszyscy sąsiedzi z góry i z naprzeciwka mają Cię jak na dłoni, do tego co jakiś czas musisz być przygotowany na zbieranie ich petów i wyrzuconych w ramach imprezowej fantazji puszek, ciuszków i innych niespodzianek. Druga opcja - wolnostojący dom w jednym z podkrakowskich miasteczek, z dobrze zorganizowaną infrastrukturą. Mamy już swoje typy, a właściwie jeden typ pięknego, dobrze zorganizowanego miasteczka... Musi być stosunkowo blisko do Krakowa, z dojazdem max pół godziny nawet w korkach, muszą być tam sklepy, przedszkola, szkoły, place zabaw, miejsca na spacery, na niedzielny obiad poza domem, na wypad na lody i kawkę... Chodniki, muszą być chodniki - mówię nie dla życia mojej rodziny w wiosce, miasteczku bez chodników i pobocza. Bezpieczeństwo moich dzieci jest najważniejsze! I muszą być spore siedliska młodych ludzi, z którymi potencjalnie moglibyśmy się zaprzyjaźnić. W tej opcji jest jeden minus - boję się, że będę się tam czuła osamotniona. Że w razie "W" zabraknie osób, gotowych pomóc. Mój P. często wyjeżdża na kilka dni... Na naszym osiedlu mam kilka osób, które odbiorą mój telefon o każdej porze dnia i nocy, które zaopiekują się dziećmi, gdyby była taka potrzeba. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i jest wygodne. Nie bez przyczyny nasze osiedle nazywa się Fajny Dom :) Boję się, że gdzieś w małym miasteczku takiej pomocy może zabraknąć... Wszyscy mi mówią, że kto jak kto, ale ja nie mam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Ale sami wiecie - budowanie takich zacieśnionych relacji trwa. Nie zawsze też trafi się na kogoś, z kim taką relację chce się budować... Boję się także tej codziennej, rodzinnej logistyki - praca, dom, przedszkole, potem szkoła... Zajęcia pozalekcyjne - angielski, basen, taniec, czy cokolwiek innego. Jak to pogodzić z dojazdami, z korkami. Wiem, że masa ludzi bez problemu to jakoś godzi, ale boję się, że koniec końców będę w tym wymarzonym domu spędzać tylko wieczory i weekendy ;) I jeszcze całkiem serio boję się reakcji dzieci na wyprowadzkę. Jeśli decydowalibyśmy się na dom - to potrwa przynajmniej 2, a może i 3 lata. Zosia będzie miała wtedy prawie 5 albo 6 lat. Już teraz ma na osiedlu koleżanki i kolegów, za 2-3 lata te więzi będą silniejsze. Jak zareaguje na przeniesienie jej w inne miejsce, do innego przedszkola, gdzie zabraknie znajomych twarzy? Wiem, że nie jest dziewczynką, której łatwo przychodzi nawiązywanie relacji z innymi. Muszę mieć to na uwadze... Ach, no i lenistwo każe mi bać się odśnieżania, koszenia i wszelkich przydomowych obowiązków :P I kosztów ogrzewania, napraw dachu, elewacji, I ogólnie - przecież dom to wieczna skarbonka. Bo ogrodzenie, bo elewacja, bo zawsze coś... A w bloku stały czynsz z funduszem remontowym załatwia to wszystko... Źródło: Nie pytam Cię drogi czytelniku co robić. Ale pytam Cię o Twoje osobiste doświadczenia. Mieszkasz w małym miasteczku? Niedawno się przeprowadziłeś? Jak wygląda Twoja codzienność, rodzinna logistyka? może masz duże mieszkanie na fajnym osiedlu? Jak Ci się żyje, czego Ci brakuje? W szelkie Wasze osobiste doświadczenia mile widziane :) Źródło:
Należy dokładnie rozpatrzyć nasze możliwości, ale również i oczekiwania względem mieszkania. Do największych zalet nieruchomości w mieście należy bardzo dobry dostęp do infrastruktury. W bliskiej odległości położone są: szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia, centra handlowe, bazarki, fitness, rekreacja, kościoły i inne placówki potrzebne do codziennego funkcjonowania tak jak poczta, urzędy czy banki. Komunikacja w mieście to kolejny duży plus. Dostęp do tramwaju, autobusu czy metra daje nam możliwości swobodnego i sprawnego poruszania się po całej metropolii i jej okolicach. Chcąc wybrać się na drugi koniec Polski mamy do dyspozycji również kolej i PKS. Niektóre miasta mają także dostęp do portów lotniczych, co daje nam możliwości szybkiego i sprawnego podróżowania po całym świecie. Różnica między domem poza miastem a mieszkaniem w mieście to przede wszystkim koszty, jakie ponosimy z tytułu użytkowania jednej i drugiej nieruchomości. Kupując mieszkanie w mieście, w większości przypadków płacimy czynsz, w którym uwzględnione są media, obsługa administracyjna, fundusz remontowy, ochrona (w przypadku osiedli strzeżonych). Co za tym idzie, nie ponosimy żadnych dodatkowych kosztów z tytułu bieżących napraw czy utrzymania czystości w budynku i jego najbliższej okolicy. Dzięki temu mamy zagwarantowany spokój i nie interesują nas sprawy związane np. z odśnieżaniem, wymianą przepalonej żarówki na klatce czy zepsutą rynną. Kolejnym atutem, o jakim warto wspomnieć, to dostęp w większości przypadków do wszystkich mediów. Na pewno nie będziemy mieli kłopotu z podłączeniem telewizji kablowej, telefonu czy stałego łącza do internetu. Minusami jakimi niewątpliwie są to: * Duże natężenie hałasu, spowodowane rozbudowaną infrastrukturą i komunikacją, * Mniej zieleni – większa część miasta jest zagospodarowana budynkami. Jedynie zostanie nam możliwość korzystania z parków, lasków i ogródków jordanowskich. * Mniejsza powierzchnia do zagospodarowania – często brakuje nam pomieszczeń gospodarczych, ale także garażu piwnicy czy strychu. * Sąsiedztwo – jesteśmy otoczeni dużą liczbą osób. Musimy czasem tolerować głośną obecność sąsiada za ścianą czy szczekającego psa nad nami. Skutkuje to brakiem intymności i zmniejsza komfort życia. * Miejsca parkingowe – mieszkając na nowy osiedlu mamy możliwość kupna takiego miejsca bądź podnajęcia, na starszych osiedlach jest problem z zaparkowaniem. Sytuacja nasila się w centralnej części miasta gdzie miejsc parkingowych jest jak na lekarstwo i w dodatku trzeba za nie płacić. Potencjalni nabywcy nieruchomości są zróżnicowani, jedni przedkładają spokój, ciszę i zieleń mieszkając we własnym domu poza miastem, a dla drugich ważne będzie prestiż i renoma mieszkania w mieście z szybkim dostępem do różnego rodzaju wygód. Zdarzają się jednak przypadki, że osoby, które kupiły apartament w ekskluzywnej części miast ze względu na zgiełk i hałas oraz zbyt bliskie sąsiedztwo szybko decydują się na zmianę lokalizacji i wyprowadzają się do własnego domu poza miastem. Mamy także do czynienia z sytuacjami odwrotnymi, gdy brak dostępu do podstawowych placówek dzięki, którym możemy funkcjonować, powoduje migracje ludzi do miasta z domów położonych na peryferiach. Zobacz także: Mieszkanie w mieście czy dom pod miastem? cz. I Zapraszamy na stronę
Przeprowadzka ze wsi do miasta lub ucieczka poza jego granice to dwie przeciwstawne tendencje… Co wybrać, co lepsze? W miastach koncentruje się szeroko pojęta konsumpcja, życie kulturalne, towarzyskie, a przede wszystkim zatrudnienie. Jednak część osób woli oddalone od zgiełku ulicy zacisze, z którego będzie można spokojnie dojeżdżać do pracy lub na spotkania ze znajomymi. Problemem, który może zniechęcać do wyboru życia na przedmieściach, jest nieustannie infrastruktura. Choć stopniowo pojawiają się obwodnice i nowe trasy wjazdowe, trudno mówić o satysfakcjonujących połączeniach z centrami polskich metropolii. Jednocześnie, brak metra uniemożliwia szybką i bezproblemową komunikację bez samochodu. Jeśli jednak pragnienie spokoju jest silniejsze od trudności dojazdowych, warto zastanowić się nad pozostałymi kwestiami związanymi z lokalizacją. Kluczem jest tu perspektywa dalszego zagospodarowania terenu. Kameralna dziś okolica może bowiem w ciągu kilku lat zmienić się w zatłoczone osiedle. Po upewnieniu się co do przyszłości miejsca, pozostaje więc decyzja o zakupie działki pod zabudowę lub z gotowym domem. Wybór jest zawsze indywidualny i zależy od posiadanych funduszy i czasu, a także wizji przyszłego mieszkania. Gdy chcemy wybudować dom od podstaw, zaplanujmy prace tak, by niedroga działka nie zamieniła się w kosztowny plac budowy, która trwa bez końca. W trosce o późniejsze wydatki można na tym etapie pomyśleć o zainwestowaniu w popularne dziś energooszczędne materiały. Magnetyzm aglomeracji miejskich sprawia, że część osób nie wyobraża sobie mieszkania z dala od tętniących życiem ulic. W wielu miejscowościach znajdują się spokojniejsze dzielnice oraz liczne tereny spacerowe, zlokalizowane nawet w okolicy centrów. – Mając świadomość, że mieszkańcy miast potrzebują chwil wytchnienia, zawsze musimy oferować dogodne warunki lokalowe, dostosowane do ich potrzeb i charakteru otoczenia – mówi Witold Sadowski, wrocławski deweloper z firmy Deka Inwestycje budującej Aparthotel Invite – Wytłumienie hałasu ulicy, deptak, roślinność czy usytuowane na uboczu balkony to sposoby na stworzenie chociaż namiastki enklawy spokoju. Jak wskazują doradcy Home Broker, dla 95% klientów właśnie balkon jest jednym z warunków zakupu mieszkania. Obok walorów czysto praktycznych, stanowi on bowiem często strefę pożądanego wypoczynku po ciężkim dniu pracy. Oczywiste różnice między wsią a miastem sprawiają, że zawsze będą powody do wątpliwości, która opcja mieszkania jest wygodniejsza i z jakiego powodu. W polskich warunkach główny problem w dalszym ciągu stanowią ograniczone możliwości komunikacyjne. Miastowym trudno jest wydostać się z zakorkowanych dzielnic i osiedli, a mieszkańcy przedmieść mają problemy z dotarciem do centrum. Niektóre zamożniejsze osoby żyją na obrzeżach, posiadając jednocześnie apartament w mieście. Stanowi on rodzaj mieszkania służbowego oraz inwestycję na przyszłość (np. dla dzieci). Nie każdego na to stać. Dlatego zawsze należy dokonać bilansu potencjalnych korzyści i ewentualnych strat, a następnie podjąć indywidualną decyzję. Źródło: pointb
mieszkanie czy dom pod miastem